Jesień ma swoją dobrą stronę. Kolory, chłodniejsze powietrze, mniej upałów.
Dach widzi ją trochę inaczej.
Dla niego jesień oznacza przede wszystkim:
deszcz, wiatr, wilgoć, spadające liście, drobne gałęzie i coraz dłuższy czas schnięcia powierzchni.
I właśnie wtedy coś, co z poziomu podjazdu wygląda jak kilka niewinnych liści, może zacząć działać jak mała tama.
Woda zamiast swobodnie spływać, zatrzymuje się przy obróbce, w koszu dachowym, pod oknem połaciowym albo przy odpływie. Mokre liście zbijają się w zwartą masę, a kolejne deszcze tylko pogarszają sytuację.
Czy oznacza to, że kilka liści „zniszczy dach”?
Oczywiście nie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zanieczyszczenia utrudniają prawidłowe odprowadzanie wody przez wiele dni lub tygodni.
A jesienią o taki scenariusz nietrudno.
To jedna z najprostszych zasad działania dachu.
Pokrycie, obróbki blacharskie, rynny, kosze i odpływy mają kierować wodę tam, gdzie nie zaszkodzi konstrukcji budynku.
Wszystko działa dobrze, dopóki droga wody pozostaje drożna.
Problem pojawia się, gdy na tej drodze powstaje przeszkoda.
Liście są pod tym względem wyjątkowo skuteczne.
Suche są lekkie i łatwo przesuwają się z wiatrem.
Po namoknięciu:
I dlatego jesienią warto zwrócić uwagę nie tylko na same rynny.
Na dachu istnieje kilka innych miejsc, w których liście potrafią zrobić znacznie więcej zamieszania.
Kosz dachowy to miejsce, w którym spotykają się dwie połacie dachu.
Podczas deszczu spływa nim często znacznie więcej wody niż po zwykłej części połaci.
To również miejsce, do którego wiatr potrafi nanosić:
Jeżeli kosz zacznie się zatykać, woda nie odpływa już tak swobodnie.
Może spiętrzać się przy krawędziach pokrycia, a przy intensywnym deszczu szukać sobie innej drogi.
I właśnie wtedy pojawia się ryzyko podciekania tam, gdzie normalnie woda w ogóle nie powinna się znaleźć.
Szczególnie warto kontrolować kosze dachowe w domach otoczonych wysokimi drzewami.
Bo podczas ulewy działa trochę jak rzeka zbierająca wodę z dwóch zboczy.
Jeżeli w jej najwęższym miejscu powstanie zator, problem może pojawić się bardzo szybko.
Komin jest jednym z najbardziej wymagających miejsc na całym dachu.
Pokrycie musi zostać połączone z pionowym elementem, a woda musi być odpowiednio odprowadzona wokół niego.
Dlatego stosuje się tam obróbki blacharskie i odpowiednie uszczelnienia.
Jesienią za kominem – szczególnie od strony, w którą najczęściej wieje wiatr – mogą gromadzić się liście.
I właśnie tam często pozostają najdłużej.
Mokra masa liści może:
Sama obecność liści nie oznacza jeszcze przecieku.
Jeżeli jednak obróbka komina jest już zużyta, źle wykonana albo miejscami rozszczelniona, długotrwale stojąca woda może szybciej ujawnić problem.
Okno dachowe wygląda jak prosty element połaci.
W rzeczywistości wymaga bardzo precyzyjnego odprowadzania wody.
Wokół okna znajduje się kołnierz uszczelniający, którego zadaniem jest przeprowadzenie deszczówki wokół ramy i dalej po połaci.
Jesienią największy problem często pojawia się nad oknem.
Tam mogą zatrzymywać się:
Jeżeli zanieczyszczenia utworzą zwartą warstwę, woda może odpływać wolniej.
Właściciel domu zauważa problem często dopiero wtedy, gdy przy oknie pojawia się wilgotna plama.
I wtedy zaczyna się pytanie:
czy przecieka okno, czy dach?
Odpowiedź nie zawsze jest oczywista.
Przyczyną może być samo okno, kołnierz, obróbka, uszczelnienie, błędny montaż albo właśnie zalegające zanieczyszczenia połączone z inną niewielką usterką.
Im bardziej skomplikowany dach, tym więcej miejsc, w których woda musi zmienić kierunek.
Dach z prostą dwuspadową konstrukcją zwykle ma mniej takich punktów.
Przy bardziej rozbudowanych bryłach pojawiają się:
To właśnie w takich miejscach wiatr często odkłada liście.
Jedna noc z silniejszym wiatrem może sprawić, że czysta wcześniej przestrzeń zostanie wypełniona zanieczyszczeniami.
Jeżeli później przyjdzie kilka deszczowych dni, liście nasiąkają wodą i zaczynają zachowywać się jak mokra gąbka.
To szczególnie niekorzystne tam, gdzie znajdują się obróbki i połączenia różnych elementów dachu.
Na dachu skośnym grawitacja mocno pomaga.
Na dachu płaskim sprawa wygląda inaczej.
Oczywiście taki dach również posiada odpowiednie spadki, ale woda musi zostać skierowana do konkretnych odpływów.
I właśnie dlatego drożność tych miejsc ma ogromne znaczenie.
Jeżeli odpływ zostanie przykryty warstwą mokrych liści, po intensywnym deszczu może powstać zastoinowa warstwa wody.
Kilka milimetrów wygląda niewinnie.
Przy większej powierzchni dachu objętość wody szybko robi się jednak duża.
Stojąca woda:
Na dachach płaskich jesienna kontrola odpływów powinna więc być czymś zupełnie normalnym.
O rynnach wie prawie każdy.
A mimo to co roku jesienią widzimy te same sytuacje.
Rynna wypełniona po brzegi liśćmi.
Pierwszy większy deszcz.
I woda przelewająca się przez krawędź.
Czasami wygląda to efektownie.
Dla budynku efektowne już nie jest.
Jeżeli woda zamiast rurą spustową trafia na elewację, może regularnie moczyć ścianę.
Przy niesprawnym odwodnieniu pojawiają się też problemy w okolicy:
Dlatego oczyszczenie rynny nie jest kosmetyką.
To część ochrony całego budynku przed wodą.
Tu jest pewna pułapka.
Rynna może wyglądać na czystą, a zator znajdować się niżej.
Liście i drobne gałązki potrafią zatrzymać się na kolanie rury spustowej.
Wtedy podczas niewielkiego deszczu wszystko może działać pozornie normalnie.
Problem ujawnia dopiero większa ulewa.
Czasem rzeczywiście tak się stanie.
Ale jesienią warunki często temu nie sprzyjają.
Po nocnym deszczu przychodzi pochmurny dzień.
Temperatura spada.
Słońca jest coraz mniej.
Liście pozostają mokre.
Wieczorem pada ponownie.
Po kilku dniach nie mamy już kilku luźnych liści, tylko zwartą warstwę złożoną z:
Z czasem taka masa może zacząć przypominać błoto.
I właśnie dlatego znaczenie ma nie pojedynczy liść, ale czas, przez jaki wilgotne zanieczyszczenia pozostają w jednym miejscu.
Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz.
Liście nie muszą być przyczyną całej awarii.
Czasami jedynie ujawniają problem, który już istniał.
Na przykład niewielkie rozszczelnienie obróbki komina mogło przez miesiące nie dawać żadnych objawów.
Woda szybko spływała i nic szczególnego się nie działo.
Jesienią odpływ zostaje częściowo zablokowany.
Woda stoi przy obróbce dłużej.
I nagle na poddaszu pojawia się wilgoć.
Właściciel mówi:
„Przez całe lato było dobrze. Dach zaczął przeciekać dopiero jesienią”.
Niekoniecznie zaczął.
Być może jesień po prostu stworzyła warunki, w których istniejąca wcześniej słabość dachu stała się widoczna.
Nie zawsze trzeba wchodzić na dach.
Z poziomu ziemi podczas deszczu można zauważyć kilka charakterystycznych objawów.
Warto zwrócić uwagę, jeżeli:
To nie zawsze oznacza poważną awarię.
Ale zdecydowanie warto ustalić przyczynę.
Tu odpowiedź jest prosta:
nie warto ryzykować.
Jesienny dach może być wyjątkowo śliski.
Wilgoć, mech, mokre liście i niższa temperatura powodują, że nawet pokrycie, po którym latem teoretycznie dałoby się poruszać, może być znacznie bardziej niebezpieczne.
Do tego dochodzi ryzyko:
Oczyszczenie łatwo dostępnej rynny z bezpiecznie ustawionej drabiny to jedno.
Wchodzenie na mokry dach jest czymś zupełnie innym.
Jeżeli problem znajduje się wysoko albo w trudno dostępnym miejscu, lepiej zlecić sprawdzenie dachu dekarzowi.
Najdroższe awarie dachu bardzo często nie zaczynają się od spektakularnej dziury.
Zaczynają się od drobiazgu.
Poluzowanej obróbki.
Jednej pękniętej dachówki.
Niedrożnego odpływu.
Niewielkiego rozszczelnienia.
Problem w tym, że dach rzadko pozostawia takie drobiazgi w spokoju.
Woda wykorzystuje słabe miejsca.
Zimą dochodzą jeszcze mróz, śnieg i cykle zamarzania oraz odmarzania.
Dlatego jesienna kontrola dachu ma sens właśnie teraz, a nie dopiero w momencie, gdy po suficie zacznie spływać woda.
Dobry przegląd nie musi oznaczać remontu.
Czasami wystarczy sprawdzić:
Jeżeli wszystko jest w porządku – świetnie.
Jeżeli pojawi się niewielka usterka, wrzesień czy początek jesieni daje jeszcze szansę usunąć ją zanim pogoda zacznie naprawdę utrudniać prace dekarskie.
Nie chodzi o to, żeby po każdym podmuchu wiatru biec pod dom i sprawdzać dach.
Jesienią liście na dachach są czymś całkowicie normalnym.
Warto jednak pamiętać o jednej zasadzie:
woda powinna mieć możliwość swobodnego opuszczenia dachu.
Jeżeli coś jej tę drogę blokuje, problem może narastać z każdym kolejnym deszczem.
A ponieważ najbardziej narażone miejsca są zwykle niewidoczne z poziomu ziemi, właściciel często dowiaduje się o kłopocie dopiero wtedy, gdy pojawia się wilgoć.
Dlatego przed sezonem intensywnych opadów warto sprawdzić dach, oczyścić newralgiczne miejsca i zrobić drobne naprawy, zanim zamienią się w większe.
Masz dom otoczony drzewami? Nie pamiętasz, kiedy ostatnio sprawdzane były rynny, kosze dachowe i obróbki? A może po ostatnich deszczach pojawiła się wilgoć na poddaszu?
Pan od Dachów może sprawdzić stan dachu, znaleźć przyczynę problemu i ocenić, czy wystarczy niewielka naprawa, czy potrzebne są większe prace.
Jesień dopiero się zaczyna.
Lepiej usunąć kilka liści i jedną drobną usterkę teraz, niż szukać przecieku podczas listopadowej ulewy.
Ta strona została stworzona przy współpracy z zespołem ab-media.pl