Wielu właścicieli domów jest przekonanych, że jeśli dach nie przecieka, to wszystko jest w porządku. Dachówka równa, blacha błyszczy, rynny na miejscu – więc problemu nie ma.
To jeden z najdroższych mitów, z jakimi spotykamy się jako dekarze.
Bo dach bardzo często niszczy się od środka, długo zanim pokaże pierwszą plamę na suficie.
Dach może być:
szczelny,
estetyczny,
„na oko” w dobrym stanie,
a jednocześnie tracić swoją sprawność techniczną.
Sprawny dach to taki, który:
odprowadza wilgoć,
„oddycha” dzięki wentylacji,
chroni konstrukcję przed kondensacją,
nie gromadzi wody tam, gdzie jej nie widać.
I właśnie te procesy najczęściej zawodzą.
Wilgoć pod pokryciem dachowym to cichy zabójca więźby.
Źródła wilgoci:
para wodna z wnętrza domu,
nieszczelności paroizolacji,
źle dobrana lub uszkodzona membrana,
brak drożnej wentylacji.
Efekt?
zawilgocone krokwie,
osłabienie drewna,
rozwój grzybów i pleśni,
skrócenie życia dachu o kilkanaście lat.
To jeden z najczęstszych błędów, zwłaszcza w starszych domach i przy tanich realizacjach.
Gdy dach nie ma:
odpowiednich wlotów i wylotów powietrza,
szczelin wentylacyjnych,
drożnych kalenic,
wilgoć nie ma gdzie uciec.
Nie kapie, nie leje się – ale powoli niszczy konstrukcję.
Membrana to „druga linia obrony” dachu.
Problemy pojawiają się, gdy:
użyto membrany niskiej jakości,
jest źle ułożona,
została uszkodzona przy montażu,
nie jest dopasowana do typu dachu.
Efekt: woda i para wodna zostają pod pokryciem, zamiast być odprowadzane.
W domach dobrze ocieplonych i szczelnych kondensacja pojawia się szybciej niż kiedyś.
Ciepłe, wilgotne powietrze z wnętrza:
unosi się,
trafia pod dach,
skrapla się na zimnych elementach.
Bez właściwej paroizolacji i wentylacji dach niszczy się nawet bez deszczu.
Nie każdy problem to dziura w dachówce.
Często są to:
minimalne podciekania przy obróbkach,
nieszczelności przy kominach i oknach dachowych,
uszkodzenia po wichurach,
źle wykonane detale.
Woda nie leje się strumieniem – pracuje latami, punktowo niszcząc konstrukcję.
Bo:
poddasze bywa nieużytkowe,
ocieplenie maskuje problem,
objawy pojawiają się dopiero, gdy szkody są poważne.
Często pierwszym sygnałem jest:
zapach stęchlizny,
grzyb na poddaszu,
nagły przeciek po latach „spokoju”.
I wtedy koszt jest wielokrotnie wyższy.
Dobry przegląd dachu to nie „rzut oka z ziemi”.
To:
ocena pokrycia,
sprawdzenie obróbek,
analiza wentylacji,
zajrzenie pod dach,
wychwycenie problemów, zanim staną się widoczne.
W wielu przypadkach wystarcza korekta wentylacji lub drobna naprawa, zamiast generalnego remontu.
Dach bardzo rzadko psuje się nagle. Najczęściej niszczy się po cichu, pod warstwami, których nie widać.
Jeśli:
dach ma już kilka lub kilkanaście lat,
dom był modernizowany lub ocieplany,
nie był sprawdzany od dawna,
to przegląd może zaoszczędzić tysiące złotych.
A dach, który dziś „wygląda dobrze”, jutro może okazać się kosztowną niespodzianką.
Ta strona została stworzona przy współpracy z zespołem ab-media.pl